„Bezczynność” jako inwestycja

Wakacje 2025 roku.

Tadżykistan.

Razem z moją partnerką Agnieszką przemierzamy na rowerze puste i majestatyczne przestrzenie Gór Pamir.

Jest to moja pierwsza tak odległa i długa wyprawa bikepackingowa.

Po wielu latach intensywnej działalności w biznesie, pozwoliłem sobie na 3 tygodnie czasu tylko dla siebie. Na dodatek bez możliwości kontaktu z domem czy firmą – zasięg telefoniczny w dolinie Bartang był naprawdę czymś niespotykanym.

Mimo wysokogórskiego charakteru całej wyprawy (wspięliśmy się na wysokość ponad 4000 mnpm), nie oznaczało to, że cały czas musieliśmy pedałować mocno pod górę. W Bartangu było wiele momentów dłuższej, spokojnej, czasami jednostajnej jazdy.

Myśli z drogi

I to właśnie w tych momentach monotonii pojawiały mi się w głowie rozwiązania dla konkretnych zagadnień biznesowych i inwestycyjnych, które pozostawiłem w Polsce przed wyjazdem nie wiedząc co zamierzam z nimi zrobić.

To również w takich okolicznościach pojawiała mi się w głowie masa myśli, konceptów, idei, czasami dziwnych skojarzeń, które postrzegam jako bardzo wartościowe w kontekście budowy siebie, biznesu, rozumienia otaczającego mnie świata.

Zacząłem się zastanawiać, dlaczego nie dzieje się to tak mocno jak siedzę przy biurku? Skąd mniejsza kreatywność, węższe spojrzenie na zagadnienia i niedobory ciekawych idei?

Dwa tryby umysłu

W kolejnych miesiącach po powrocie, postanowiłem wejść głębiej w to zagadnienie.

Im dłużej czytałem, tym bardziej mi ta wiedza wyglądała na coś, co uda mi się świadomie wykorzystywać.

Dowiedziałem się wtedy o tym, że nasz umysł pracuje w dwóch podstawowych trybach – układach połączonych ze sobą obszarów mózgu aktywowanych w różnych momentach:

  • Default Mode Network (DMN) – uruchamiany, gdy nie wykonujemy zadań wymagających istotnego skupienia na świecie zewnętrznym – umysł może pracować swobodnie.
  • Central Executive Network (CEN) – włączany w trakcie realizacji konkretnych zadań, czynności, wymagających skupienia i zaangażowania.

To właśnie w trakcie, gdy mózg działa z przewagą DMN, dzieją się te magiczne momenty pojawiania się w głowie idei, konceptów, nieszablonowych skojarzeń – procesów twórczych.

Musi jednak pracować na zdobytej wcześniej wiedzy. A ta jest dostarczana w trakcie przewagi aktywności sieci wykonawczej CEN- działania w skupieniu, realizacji złożonych zagadnień, zdobywaniu wiedzy lub umiejętności, rozwiązywaniu zadań i podejmowaniu decyzji.

Zarówno DMN jak i CEN pracujące w harmonii są nam potrzebne do efektywnej i kreatywnej pracy.

Jednak abyśmy mogli w pełni wykorzystywać dobrodziejstwa dostarczane nam przez obie uzupełniające się sieci, niezbędny jest kolejny element – sen. Odgrywa on rolę w konsolidacji pamięci, i wiązaniu informacji zdobytych w ciągu dnia z głęboko zakodowaną wiedzą w naszym umyśle.

To właśnie tak zakodowany we śnie surowiec myślowy jest wykorzystywany do budowania skojarzeń i pomysłów w ciągu dnia, kiedy przebywamy w fazie DMN. Bez dobrze funkcjonującego snu zmniejszamy szansę na efektywne działanie naszego umysłu w trybie DMN.

W fazie „kreatywnej” umysłu jesteśmy, kiedy spacerujemy, uprawiamy niskiej intensywności jazdę na rowerze, bierzemy kąpiel, wykonujemy proste zadania domowe takie jak prasowanie, mycie naczyń, składanie prania, nudzimy się.

A wybijają nas z niej zadania wymagające skupienia, nowe bodźce zmysłowe (dźwięki, powiadomienia, itd.), aktywności, gdzie bodziec zmienia się z dużą częstością – np. scrollowanie w social mediach.

Moja praktyka

Ja sam po zdobyciu tej wiedzy zacząłem częściej spacerować będąc w pracy. Moje biuro znajduje się w domu wolnostojącym w cichej okolicy Wrocławia, tuż obok małego parku. Idealne miejsce na niedługą wędrówkę i pozwolenie umysłowi działać w tle.

A w domu coraz rzadziej biorę swój telefon do kąpieli, aby przeglądać media społecznościowe albo słuchać podcastów. Wanna staje się dla mnie przestrzenią uspokojenia umysłu, włączenia go na bieg jałowy, w którym wykonuje on dla mnie niewidoczną pracę, która długoterminowo objawia się ciekawymi konceptami i przemyśleniami.

Przez długi czas mojego działania w biznesie wysiłek włożony w pracę przy biurku był dla mnie mocnym wyznacznikiem wartości.  Dziś „nicnierobienie”, pozwalanie umysłowi wchodzić na bieg jałowy i działanie w mojej podświadomości jest czymś, co traktuję jako inwestycję, której zwrotu nie widzę od razu, ale przychodzi on ze znacząco większym rezultatem niż w przeszłości.

I tak momenty monotonii w trakcie zeszłorocznej wyprawy rowerowej w tadżyckiej dolinie Bartang, spowodowały, że zacząłem doceniać „bezczynność”, jako coś, co wspiera mnie w osiąganiu moich dalekosiężnych zamierzeń.

A czy Ty też uważasz, że najlepsze idee przychodzą do Ciebie, kiedy tak naprawdę ich aktywnie nie szukasz?

Wejdź na mój LinkedIn i X/Twitter jeżeli interesują Cię inne moje obserwacje i przemyślenia o budowaniu siebie i rzeczy, rozumieniu świata oraz doświadczaniu bycia w drodze.