W ostatnim czasie zastanawiam się, co nowego chciałbym zbudować po finalizacji mojego pobocznego, ale jednocześnie bardzo angażującego projektu nieruchomościowego.
Kwestie technologiczne są mi bliższe i tam widzę siebie w niedalekiej przyszłości.
Jednak kiedy dostrzegam jakiś konkretny kierunek, to również pojawia się w mojej głowie kontrargument mówiący, że w świecie tak szybko się zmieniającym przez AI, ten pomysł będzie mógł być zrealizowany przez każdego, który ma dostęp do tych samych narzędzi.
Myśl Paula Grahama
Paul Graham w jednym ze swoich wpisów na X napisał coś, co zderzyło się z moim sposobem myślenia. Brak fosy na starcie nie dyskwalifikuje naszych idei. Sam proces rozwijania projektu podsuwa nowe pomysły, generuje różne decyzje i przewagi, których na początku nie można było dostrzec.
Nie wiem skąd bierze się to przekonanie o łatwości skopiowania naszego pomysłu. Czy z niepewności co do tego, czy sami podołamy nowemu wyzwaniu? A może z historii innych ludzi?
Wiem tylko, że napotykamy je w głowie znacznie szybciej, niż realne dane wskazujące, czy nasza idea ma sens.
Efektem jest to, że bardzo często pomysł porzucamy przed jego rozpoczęciem, albo przed fazą walidacji.
Fosa przychodząca później
Wiele znanych i udanych projektów, o których myślimy jak o czymś nie do skopiowania, startowało z poziomu łatwego do powtórzenia w stosunkowo krótkim czasie.
Airbnb jako platforma do najmu mieszkań od innych ludzi. Slack będący komunikatorem dla zespołów i firm. Canva jako aplikacja graficzna typu „drag and drop”.
Przewagi, które się w nich pojawiły – konkretne doświadczenie twórcy, relacje sieciowe z odbiorcami, koszty zmiany – nie były obecne od początku. Fosa stała się efektem ubocznym konsekwentnego działania w interakcji z otoczeniem.
Dostrzegam to również z perspektywy współtworzenia mojego biznesu marketingowych baz danych. Większość naszych obecnych przewag (dogłębna znajomość przepisów związanych z danymi osobowymi oraz technologia gromadzenia i przetwarzania informacji) nie istniała w dniu startu. Pojawiła się później jako wynik konsekwentnego parcia do przodu.
Esej bez fosy
Podobnie z pisaniem esejów czy publikowaniem na LinkedIn. Są to działania bez fosy. Każdy może pisać o budowaniu siebie, biznesów, o rozumieniu świata i o górskich wyprawach rowerowych.
Mimo tego mam głębokie przekonanie, że własny głos i przemyślenia oraz konsekwencja w publikacji staną się przewagą trudną do skopiowania. To moje doświadczenie, tempo działania, błędy po drodze będą niepodrabialnymi wyznacznikami tworzonych przeze mnie treści.
Fosa jednak ma znaczenie
O przewagach zdecydowanie warto myśleć w trakcie realizacji naszego pomysłu. Wyłaniają się one jako funkcja działania znacznie bardziej niż sucha analiza oryginalności idei.
W swoim biznesie, odpowiadając za dział IT, nigdy nie budowałem systemów w ten sposób, aby były one nie do skopiowania. Tworzyłem je tak, aby działały i niosły wymierne dla firmy wartości biznesowe.
Tak naprawdę, niezmiernie rzadko zastanawiałem się nad fosami, które udało nam się wytworzyć. Istotne dla mnie było przede wszystkim działanie i budowanie.
Dlatego obecnie kończąc duży fragment mojego biznesowego życia zamiast zastanawiać się, czy to, co buduję jest unikalne i niepodrabialne, będę zadawać sobie pytanie, czy już zacząłem to robić. Ta druga kwestia jest znacznie bardziej istotna.
A Wy jak do tego podchodzicie? Poszukujecie przewag jeszcze przed rozpoczęciem projektu, czy dajecie im możliwość, aby pojawiły się później?
